Koniec sezonu zawodów




Zakończył się sezon zawodów w moim kole. Wyniki GP za cały rok podsumowane i powiem szczerze, jestem nieco zawiedziony. Choć z drugiej strony, biorąc pod uwagę, że na łowiskach gdzie były rozgrywane kolejne rundy spędziłem w tym roku bardzo mało czasu na rekreacyjnym łowieniu to i tak jest nieźle. Podobnie jak rok wcześniej zająłem 10 miejsce, ale aż w trzech rundach znalazłem się w pierwszej dziesiątce (5, 4 i 6 miejsce) oraz w kolejnej nie zerowałem. Prócz tego jedno 0 i jedna nieobecność, za którą zgarnąłem wyjątkowo dużą ilość punktów karnych. Ostatnie zawody odbyły się na wodzie płynącej. Zdecydowanie wolę rzeki. Są dla mnie czytelniejsze. Odcinek gdzie miała się odbyć nasza rywalizacja zwyczajnie lubię choć nie bywam tam często. Nigdy jakoś nie łowiłem tam okazów, ale często połowiłem ilościowo. Presja wędkarska jest tam ogromna z racji dobrego dojazdu do wody. W tym roku jakoś nie było okazji się tam wybrać, więc skorzystałem z wolnego dnia 1.11 i pojechałem na mały trening. Pierwotnie miałem przetestować przydatność i trafność doboru przynęt na szczupaki i okonie. Ostatecznie zabrałem tylko kij okoniowy. Stwierdziłem, że nie będę kłuć szczupaków, a tylko sprawdzę w jakich miejscach są zgrupowane okonie.



Rano się nie spieszyłem bo był przymrozek. Zapowiadał się słoneczny dzień. Nad wodę dojechałem ok 8:45. Szybki montaż zestawu, 100 m marszu i jestem nad rzeką. Planuję iść w górę do kolejnego mostu bo znam jedynie krótki, początkowy fragment tego odcinka. Kilka rzutów na rozgrzewkę. Pusto. Idę w górę przystając jedynie w kilku-kilkunastu ciekawszych miejscach. Żadnego brania, nawet nie widzę żeby jakieś okonie odprowadzały gumę. Przeszedłem pewnie już z połowę odcinka. Wreszcie widzę stadko niewielkich okonków. Przesuwam obok nich gumę żeby zobaczyć reakcję. Nic. Nieco dalej zakładam malutką silikonową larwę jętki na 1 g czeburaszce. W kolejnym rzucie za przynętą niemrawo płynie całkiem spory, na pewno punktowany, okoń. Jakby próbował ją lekko pochwycić ale robi to strasznie niezdarnie. Widać, że nie żerują. Mijam ostatni zakręt przed mostem. Przede mną może 200 m wody do obłowienia. Dochodzi 11. Nagle jakby ryby się obudziły. Rzut larwą ważki na 2 g pod drugi brzeg. Kilka podrygów i wyraźne uderzenie. Wyjmuję niewielkiego okonia.



Ponawiam rzut w to miejsce. Przynęta zbliża się do środka rzeki i mocniejsze uderzenie. Zacięcie i ryba szybko ucieka. Przekonany jestem, że to fajny okoń, a tu niespodzianka – jaź. Żaden olbrzym ale wygląda na miarowego. Szybko rozwijam miarkę – ok 26 cm – więc dałby już punkty.



Kolejne kilka rzutów nie przynosi już ryb więc idę nieco wyżej. Kolejny rzut pod drugi brzeg, przynęta na środku i uderzenie. Zacinam, krótki kocioł na końcu i ryba się spina. Przekonany jestem, że to jaź ale wyraźnie większy. Ponawiam rzut w to samo miejsce i dzieje się rzecz niesłychana. Mam ponownie branie, takie samo jak chwilę wcześniej. Tym razem zacięcie jest pewne i rybka szaleje na cienkiej plecionce (Berkley Fireline Crystal Competition 1 lb z przyponem żyłkowym 0,16 mm). Dokręcam nieco hamulec i podciągam rybę bliżej. To szczupak. Szczęśliwie okazuje się zapięty w nożyczkach, czeburaszka wystaje z pyska. Podbieram go łatwo. Szybka fotka i mierzenie – ok 47 cm, a więc też punktowany.



Zostało mi niespełna 100 m wody. Kolejne kilkanaście rzutów przynosi mi kilka okoni. Zmieniam przynętę na kopię FishUp Tanta. Trudny do określenia ciemny kolor, coś jak czerwona herbata z brązem i jakimś lekko zielonkawym brokatem. Idąc powoli w górę wyjmuję jeszcze kilka okoni, które nieco demolują gumę. Zmieniam ją na kopię Easy Shinner 2” w kolorze ciemnej oliwki. Ta również okazuje się skuteczna.



Okonie biorą chętnie, a pod samym mostem obcina mi ją kolejny szczupak. Podsumowując, z 9-10 złowionych okoni ze 3 mogły mieć miarę, do tego jaź i szczupak. Na zawodach taki wynik brałbym w ciemno. Jest południe i powoli kończy mi się czas. Wracam brzegiem do auta przeszło 20 min. Przejeżdżam ok 1-1,5 km na niższy odcinek sprawdzić kilka „swoich” okoniowych miejsc. Do tej pory było prawie bezwietrznie, teraz zerwał się wiatr, który nieco przeszkadza. Sprawdzone miejsca okazują się praktycznie puste. Łowię jednego czy dwa okonie na jaskółkę. Założyłem ją eksperymentalnie żeby sprawdzić czy tak agresywnie prowadzona przynęta skusi jakiegoś okonia. Koniec treningu. Oby na zawodach było podobnie.

Oczywiście w dzień zawodów pogoda zupełnie inna. Zapowiadane ocieplenie nadchodzi już w sobotę, a wraz z nim zjazd ciśnienia. Może coś popadać i w sumie na zachmurzenie liczę. Rytuały rozpoczęcia dokonane dość sprawnie i można ruszać na upatrzone miejsca. Biorę kije i idę w górę. Przed pierwszym mostem rzucam może w 3 miejscach. Przykładam się przed mostem. Najpierw na grubo próbuję skusić jakiegoś szczupaka. Bez efektu. Zmiana na okoniówkę, na końcu łowna „tanta”. Rzucam pod most. Rzeka tu się zwęża i przyspiesza. Dno twarde. Seba mówił, że widywał tu czasem fajne okonie. To mnie motywuje. Szybki opad nie daje brań. Pozwalam więc gumie spokojnie opaść na dno i chwilę się po nim poturlać. Branie i jest okoń, wyraźnie wymiarowy. Miarka pokazuje 21,3 cm.



Dobry początek bo nawet jeszcze pół godziny nie minęło. Rzucam dalej dokładnie czesząc dno. Kolejne branie i podobny okoń ląduje do zdjęcia na miarce – 21,1 cm.



Dalsze rzuty już jednak bez efektu. Idę nieco wyżej na moje miejsca szczupakowe. Tym razem tu również pusto. Decyduję się iść od razu w okolice drugiego mostu, nie ma co kombinować. Tam były okonie, więc może znów będą chętne do współpracy. Wszystkich nie pokłułem. Po drodze mijam dwóch kolegów-zawodników oraz wyjęty z wody żak. W środku 3 raki i mały okonek. Niewiele się zastanawiam. Wyjmuję scyzoryk i tnę cholerstwo żeby nie nadawało się więcej do użytku. Okonka i raki wypuszczam do wody. Okazuje się, że to jeden z kolegów go zauważył i wyjął. Koledzy bez brań ale widać, że nastawiają się na szczupaka. Kilka minut marszu i jestem na miejscu. Zaczynam tam gdzie dwa dni wcześniej był jaź. Kilkanaście rzutów i nic. Nawet okonia. Łowię na zmianę mocniejszym kijem oraz lekką okoniówką. Kilkanaście rzutów i 10 m w górę. Obłowienie miejsca wahlarzem najpierw jednym kijem potem drugim i znów nieco w górę. Co się podziało z tymi okoniami? Dlaczego dziś nie biorą? Że tu są jestem pewny. Zmieniam przynęty i sposób prowadzenia. W końcu branie. Rybka już blisko brzegu, wygląda na wymiarową. Wpływa jednak po drodze pod liść grążela i blokuje się na styku liścia i łodygi. W moją stronę nie przejdzie, a luzu nie dam bo się wypnie. Co robić? Próbuję podbierakiem ale brakuje ze 20-30 cm. Rozglądam się za jakąś dłuższą gałęzią. W tym momencie okoń jakoś się odblokowuję i mogę go wyjąć. Przykładam do miarki – 19 cm z groszami. Trochę brakuje. Zmieniam przynętę na nieco większy, brązowy ripperek. Jest nasączony jakimś atraktorem i strasznie śmierdzi rybą ale okonie to kusi. Rzucam pod drugi brzeg. Plecionka na szpuli zrobiła jakąś luźną pętlę więc odwijam kilka metrów i nawijam jak trzeba. Podnoszę kij i napinam linkę. Na końcu żywy opór. Ładny, czuję to, okoń trzepie charakterystycznie łbem. Za moment jest pod brzegiem. Żeby go nie stracić biorę podbierak. Ładny garbus. Miarka pokazuje 26,8 cm. Dobra zaliczka punktowa.



Dochodzę do mostu. Tu miałem ostatnio obcinkę więc zaczynam mocniejszym kijem. Kilka rzutów, miejsce dokładnie obłowione i nic. Wracam do okoniówki. Na wolno prowadzonego wzdłuż brzegu twistera bierze kolejny maluch. Ponownie obławiam wcześniejsze miejsca. Jest nieco przed południem. Decyduję się wracać na miejsce zbiórki i sprawdzić kilka miejsc poniżej. Może coś jeszcze wydłubię. Po drodze na 5 cm ripperek łowię jeszcze malucha niespełna 10 cm. Nie wiem jak on tę gumkę w pysku zmieścił. Pod mostem jeszcze kilka rzutów bo może znajdzie się jeszcze jeden nie ukłuty. Z drugiej strony łowi jeden z kolegów – junior. Ma jednego okonia ok 27 cm. Jeszcze 10 min i jestem przy aucie. Na rozlewisku łowi kilku. Jeden ma miarowego szczupaka. Zostawiam w samochodzie mocniejszy kij i kurtkę bo się cieplej zrobiło. Mam około godziny czasu. Idę w dół. Pierwsze miejsce puste. Drugie podobnie. Po drugiej stronie łowi kolega z teamu. Wymieniamy się wynikami. Ma 4 okonie. Mówię ze śmiechem: „muszę cię gonić w takim razie”. Wiem, że łatwo nie będzie. Odcinek mocno zdeptany i dokładnie obłowiony. Wbijam się w wąską miejscówkę między trzcinami. Na agrafce tanta na 3 g. Ciężko jak na tę wodę ale chcę jak najdłużej trzymać przynętę przy dnie delikatnie ją tylko przesuwając i drgając nią. Mam branie. Podobnie jak poprzednio, okoń blokuje się na jakimś zielsku. Znów kombinacje z podbierakiem ,ale jakoś w końcu sam się odczepia. Kładę rybę na miarce. Szczęśliwie ma ten wymiar, dokładnie 20,1 cm. Robię zdjęcie i rzucam jeszcze kilka razy. Nic więcej.



Schodzę w kolejne 2-3 bankowe miejsca ale i one okazują się puste. 10 minut do zdania kart. W sam raz żeby wracać. Po drodze szykuję sobie kijek na kiełbasę i zabieram sporą suchą gałąź na ognisko. Kilkanaście minut później już pieczemy kiełbaski, a komisja w tym czasie podsumowuje wyniki. Wygrywają łowcy szczupaków. Ja, dzięki 4 okoniom plasuję się na 6 miejscu. Po raz kolejny to łowisko okazało się dla mnie łaskawe. Taktyka też się sprawdziła, a trening bardzo pomógł.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

I znów kropki... :)

Sezon pstrągowy - małe podsumowanie

Marcowo - pstrągowo