Grudzień
Trochę minęło od
ostatniego wpisu. Nie oznacza to, że nie łowiłem. Łowiłem,
owszem, i w sumie z całkiem fajnymi wynikami. Brałem też udział w
kolejnych zawodach muchowych oraz w zawodach kończących spinningowy
sezon w moim kole. Zawodom chciałbym poświęcić osobny wpis, więc
dziś telegraficzny skrót dwóch ciekawych wypadów i nieco dłuższy
opis ostatniego wypadu, bo wydaje mi się, że jest o czym pisać.
OK, najpierw wyprawa
szczupakowa. Pojechałem z jednym kolegą nad niezbyt oddalone
prywatne jeziorko. A właściwie dwa. Na miejscu okazało się, że
dwóch znajomych – jeden mój, drugi kolegi – już jakiś czas
łowią i kontakt z rybami już mieli. Zaczęliśmy od większego.
Łowiliśmy od ok 8:00 do 11:00 z łodzi. Nastawiłem się grubo –
duże gumy, jerki, czasem wahadło. Pochmurno, chwilami dość silny
zimny wiatr i mroźny, przelotny deszcz. Nic przyjemnego dla wędkarza
ale w sumie dobra na grube łowy. Kończymy w wynikiem: ja – 2
krótkie szczupaczki; kolega – 3 króciaki choć wyraźnie większe
od moich. Łowił na zdecydowanie mniejsze gumy. Wyciągamy łódź
na brzeg, bierzemy sprzęt i idziemy nad mniejsze jeziorko. W
pierwszym miejscu kolega ma okonia. Następne miejsce dla mnie. Łowię
w sumie niedużym ale szerokim ripperem Relax Aqua. Rzut na środek -
na ile pozwala gruba plecionka i sztywny, krótki kij – łagodne
poderwanie przynęty z dna, jedno, drugie i łagodne ale wyraźne
przytrzymanie. Zacinam i jest ryba i to całkiem fajna. Wyjmuję
szczupaka. Szybkie mierzenie – 60 cm – kilka fotek i do wody.
Szczupak po przejściach, miał rozdzieloną i zabliźnioną płetwę
grzbietową oraz krótszą, górną szczękę.
Następnie kolega wyjmuje
2-3 szczupaki w tym ładnego 76 cm. Ostatnie miejsce, powoli musimy
się zwijać. Zakładam największą gumę jaką mam – Gunki G'Bump
14 cm. Stoję w koncie zatoczki. Rzut pod prostopadły do mojego
brzeg. Może drugie podbicie i mocny strzał. Na taką sporą
przynętę i po takim braniu spodziewam się przynajmniej takiej ryby
jak poprzednia, a po cichu liczę na podobną do szczupaka kolegi.
Rozczarowanie, ryba ma może 54-55 cm. Guma cała w paszczy. Nie
mierzę bo wiem, że mniejsza od poprzedniej.
Kolega w tym czasie
doławia kolejne 2. Kończymy z łącznym wynikiem: ja – 4 szt;
kolega 8 plus okoń. Warto tam wrócić jeszcze.
Początkiem grudnia wody
stojące ściął lód. Ale już tydzień później lodu nie było.
Miałem mało czasu na wędkowanie lecz mimo to udało się w
niedzielę wyskoczyć choć na 1,5 godz. Wziąłem lekki kij i
pudełko z mikrojigami. Chciałem sprawdzić czy jakiś białoryb
będzie chętny do współpracy. Wyjąłem najpierw okonka. Branie
praktycznie niewyczuwalne. Bardziej jako stopniowo narastający
niezbyt zdecydowany opór. Rybka maleńka. Nieco dalej w zatoczce
postanawiam poszukać nieco większych okoni. Zakładam czarny jig.
Kilka rzutów i zdecydowane branie. Ryba stawia opór ale wyraźnie
nie okoniowy. Po cichu liczę na ładniejszego karasia srebrzystego,
których jest w tym łowisku sporo. Karaś okazuje się szczupaczkiem
w okolicach 40 cm. Zapięty za wargę. Dobrze, że nie przeciął
cieniutkiej plecionki.
Doławiam jeszcze jednego
okonka na mikrojiga Red Tag. Widziałem jak rybka niezdarnie
próbowała złapać okruszek w pyszczek, jakby w zwolnionym tempie.
Skoro u nich już brak energii to raczej nie będę miał tu czego
szukać w najbliższym czasie. Sprawdzam jeszcze dwa miejsca. W
ostatnim zmieniam mikrojig na gumkę. Tzw. „jagódka” czyli
kolorze opalizującego fioleto-granatu z podobnym brokatem. Gumka
rodzaju Tioga (Lucky John) długości ok 5 cm. Może 2-3 rzut i
jakieś 5 m od brzegu mocny pstryk. Zacinam i czuję, że mam ładnego
okonia. Chwila szamotania i rybka na brzegu. Piękna, odpasiona! Nie
mam miarki więc przykładam do kija. Szybkie foty i ryba do wody.
Rzucam jeszcze ze 4 razy
ale po zerwaniu gumy już nie wiążę, zbyt marzną ręce. W domu
mierzę zapamiętaną długość – ok 35 cm! Tego się po tym
łowisku o tej porze nie spodziewałem.
Dziś wybrałem się z
imiennikiem – Rafałem. Wiemy, że od tygodnia okonie fajnie gryzą,
więc chcemy zobaczyć co się dzieje nad pobliskim jeziorkiem. Nad
wodą spotykamy się ok 7:30. Leży jakieś 2-3 cm świeżego śniegu
i nadal pada – chwilami mocniej. Zimno. Rozkładamy sprzęt,
dodatkowe ubranie – komin, rękawice i idziemy. Miejsce w wodą ok
5-7 m. Rafał od razu na głęboką. Ja postanawiam na początek
rzucić kilka razy w płytszej zatoce. Na agrafkę gumka-jazgarz.
Niby tylko ok 6 cm ale masywna. Na główce 4 g leci daleko. Branie
już w drugim rzucie. Szybki strzał i luz. Szczupak przegryzł
żyłkę... Rafał ratuje mnie stalką. Wiążę i zakładam kopytko
Relaxa. 2-3 rzuty i znów branie. Tym razem mam szansę nawiązać
walkę. Ryba muruje i nawet odjeżdża trochę na hamulcu. Kilka
mocnych pociągnięć i ryba daje mi przejąć inicjatywę. Podciągam
bliżej powierzchni i widzę ładnego szczupaka. Na oko powinien te
70 cm mieć. Przeciągam go ostrożnie w róg zatoki gdzie łatwiej
podejść do wody. Rafał schodzi niżej i podbiera rybę. Miarka
pokazuje 68 cm. Trochę zabrakło... Kilka zdjęć i odpływa żwawo.
Skupiamy się na okoniach
lecz te niezbyt chcą dziś żerować. W końcu Rafał wyjmuje
pierwsze. Kombinuję z gumkami – różne wielkości, kolory...Co
chwilę czyszczę przelotki z lodu. Mimo tego, że na szpuli żyłka
to i tak przenosi na przelotki wodę. W końcu zdejmuję stalkę. Na
agrafkę różowo-perłowa kopia Nano Minnow ok 5 cm. Rzut – opad –
podbicie – opad. Klasyka. Jest w końcu pierwszy pstryk.
Kolejne rzuty i zmiana
gum. Rafał trafił na stadko i co parę minut ma rybkę. Do wody
teraz imitacja okonia, spora bo ok 7cm. Po kilku rzutach jest
przytrzymanie ale takie mało zdecydowane. Odczekuję może z sekundę
i zacięcie. Jest ryba, ale dość szybko spada. Następne branie
jednak zacięte w tempo i mały kanibal wyjęty.
Próbuję z mniejszym
silikonowym okoniem ale na większym haku – bez brań. No to
musztardowy shinerek 2”. Jest okoń.
Znów dłuższa chwila
bez brań. No to brunatna gumka. W kilku rzutach mam w tym samym
miejscu jakieś trącenia. Nie mogę zaciąć. W końcu prowadzę
gumę bliżej brzegu i jest wyraźne napięcie żyłki. Odczekanie,
zacięcie i coś się szamocze. To niewielki okonek. Dlatego miał
tyle problemów z braniem. Do tej pory brania były z dna więc
zakładam pływającą imitację rybki na 7 g czeburaszce. Jedno
niemrawe branie ale ryba spada. Pewnie za płytko wzięła przynętę
w pysk. Zmieniam nieco sposób prowadzenia. Najpierw jak już
przynęta jest blisko mnie. Zamiast zwijać jednostajnie do
powierzchni podszarpuję delikatnie. Za gumą podążają stadka 3-5
okoni. W którymś z rzutów jednemu udaje się pochwycić rybkę.
Skoro żerują jednak wyżej to trzeba łowić wyżej. Po opadzie na
dno zaczynam całą drogę prowadzić przynętę króciutkimi
szarpnięciami. Ryby wyraźnie zainteresowane. Zmieniam gumę na
lżejszą i z premedytacją łowię już w toni nie czekając na
pełny opad. Brania co rzut, bywa, że wyjmuję rybę co rzut. Skoro
tak to może jaskółka, choć dla mnie to przynęta typowo letnia.
Mam tylko jedną, ok 7 cm, masywną w kolorze ciemnozielonym, takim
butelkowym. Są brania i nawet wyjmuję jednego ale widać, że mają
problem pochwycić chaotycznie odjeżdżającą na trójkątnej
główce gumę. Na powrót robaczkowaty ripperek i kolejne rybki.
Chyba się jeszcze nigdy tak nie nakombinowałem z okoniami. Zarówno
z gumami – bo co chwilę co innego je kusiło – jak i ze
sposobami prowadzenia. Warto było jednak kombinować i marznąć.
Przechodzę jeszcze raz nad zatoczkę, a nuż kolejny szczupak się
skusi. Kilka rzutów i tracę gumę na zaczepie – puszcza węzeł
na agrafce. Mamy jeszcze pół godziny. Zmieniam szpulę na cienką
plecionkę z przyponem z żyłki 0,16 mm. Dochodzę do wniosku, że
nie będę już zmieniał gum więc wiążę główkę bezpośrednio
do żyłki. Staję w miejscu gdzie miałem najwięcej brań. Do tej
pory wyjęte 12 okoni. Doławiam tu jeszcze 3 kolejne.
Do tego kilka zbyt
wcześnie zaciętych brań i kilka spadów. Choć nic tego na
początku nie zapowiadało, skończyło się całkiem sympatycznym
wynikiem. Rafał wyjmuje przynajmniej drugie tyle ryb i mam wrażenie,
że nieco większych. Tak można by spędzać każdy zimowy weekend.
Ale już niedługo początek sezonu pstrągowego. Mam nadzieję, że
doświadczenie z trzech ostatnich przełożą się na dobre wyniki ;)
Komentarze
Prześlij komentarz