Gonienie króliczka
Tym razem będzie krótko
bo w zasadzie nic specjalnego się nie działo.
Pierwszy weekend.
Plany były inne ale za
namową kolegów zmieniłem je. Ale po kolei. Zaplanowaliśmy powrót
nad najbliższą rzeczkę. Zamiast tego znalazłem się nad rzeką
główną. Wraz z 4 innymi kolegami mieliśmy sprawdzić dolny
odcinek. Faktycznie, woda fajna, poziom był w miarę dobry,
przejrzystość duża. Ryby jednak nie współpracowały.
Zdjęcie: R.I.
Zdjęcie: R.I.
Zdjęcie: R.I.
Po 3 godz. rozdzieliliśmy się. Ja z Sebastianem dalej w górę, reszta powrót do samochodu i przejazd na inny odcinek. Przeszliśmy może z 200-300 m w górę rzeki i znaleźliśmy się na odcinku, który mniej więcej znam. Dobre miejsce na początek sezonu. Przed nami było jakieś 700-800 m rzeki, w tym ładny zakręt. To chyba jednak nie był dobry dzień na pstrągi bo nie mieliśmy nawet kontaktu przez większość odcinka. Dopiero pod koniec do woblera niespiesznie wyszedł mi pstrąg. Ładny, ciemny. Z widoczną dużą płetwą ogonową. Ustawił się praktycznie pod moimi nogami przy dnie. W polaroidach widziałem do wyraźnie. Kolejne przepuszczenie woblera i pstrąg niespiesznie się podnosi, płynie jakieś 50 cm po czym leniwie zawraca i odpływa w nurt. Zmieniam jeszcze chwilę przynęty ale nie pokazuje się drugi raz. Dochodzimy do miejsca gdzie można wyjść na drogę. Wracamy piechotą do auta jakieś 20 min po drodze snując plany na kolejny weekend.
Drugi weekend.
Z mocnym postanowieniem,
że tym razem jadę nad rzeczkę przygotowuję przed weekendem lekki
kijek i trochę drobnych przynęt. I znów zmiana planów. Kolega
proponuje poszukać troci. Domyślałem się, że to będzie taka
"sztuka dla sztuki" w moim przypadku, ale chęć wspólnego
połażenia nad rzeką z kolegą przeważyła. Profilaktycznie
wrzuciłem do bagażnika lekki kijek i pudełko gumek. Jak się można
domyślić nic nie złowiliśmy ale była okazja pogadać :)
Kolega musiał się
zbierać wcześniej więc szybko skoczyłem do auta zmienić sprzęt
i z powrotem nad wodę. Wytypowałem dwie zatoczki i niewielką
przystań. Chciałem poszukać okoni. Rybki chyba strajkowały bo
żadne sprawdzone gumki nie skusiły nawet niewielkiego pasiaczka.
Trzeci weekend.
Jest plan: jedziemy we
trzech nad fajną rzeczkę. Byłem tam raz, w sierpniu ubiegłego
roku i ładnie połowiłem drobnych pstrągów, a między nimi
trafiły się dwa ładne ponad trzydziestaczki. Na miejscu jesteśmy
tuż przed 7. Jest jeszcze szaro i w porównaniu do miasta dużo
zimniej. Czekając na Sebastiana, który ma dojechać do nas, idziemy
zobaczyć jak rzeka wygląda. Nie będzie łatwo. Woda sporo
podniesiona ale wygląda na przejrzystą - przekonamy się jak jest
faktycznie jak będzie jaśniej. Jest i Seba. Przywitaniem krótka
rozmowa i ustalamy plan. Marcin z Wojtkiem jadą nieco w górę od
lewego brzegu rzeki, a ja z Sebastianem jeszcze wyżej sprawdzić jak
wygląda rzeka w pobliżu dwóch dopływów i powyżej nich. Na mapie
zachęcająco wyglądają ostre zakręty. Może z 5 min jazdy i
znajdujemy miejsce do zaparkowania. Wbijamy się w spodniobuty i w
dół do wody. Tu wyraźnie widać, że podniesiona. Nadbrzeżne
drzewa w wielu miejscach stoją w wodzie. Idziemy w górę
zachwycając się kolejnymi ładnymi miejscówkami.
Niewielki dopływ.
Brań jednak
brak. Marcin podsyła zdjęcie ładnie ubarwionego potokowca
złowionego na spory wobler, mówi też o dwóch braniach. Nieco nas
to podbudowuje, bo to oznacza, że rybki jednak żerują chwilami.
Idziemy dalej gnani ciekawością co nas spotka za kolejnym zakrętem.
Robimy jakiś kilometr w linii prostej - rzeką pewnie dwa razy
więcej. Bez kontaktu z rybami. Znajdujemy za to ślady zwierzyny - w
tym wilka.
W przekraczanym płytkim rowie melioracyjnym niemrawo pełznie po dnie żaba. Jakaś gąsienica już kroczy po brzegu. Ptaki wyraźnie już zaczynają swoje trele. Wszystko tak wiosennie... i tylko te zamarznięte kałuże na łąkach plus leżący jeszcze śnieg przypomina, że to jeszcze zima.
Zdjęcie: R.I.
Zdjęcie: R.I.
W przekraczanym płytkim rowie melioracyjnym niemrawo pełznie po dnie żaba. Jakaś gąsienica już kroczy po brzegu. Ptaki wyraźnie już zaczynają swoje trele. Wszystko tak wiosennie... i tylko te zamarznięte kałuże na łąkach plus leżący jeszcze śnieg przypomina, że to jeszcze zima.
Zdjęcie: R.I.
Zdjęcie: R.I.
Wracamy do punktu wyjścia i
postanawiamy schodzić tym razem w dół. Wobler - Dorado Stick 4,5
cm "biały duszek" na agrafkę i do dzieła. Już pierwsze
50 m pokazuje, że decyzja była słuszna. W 4-5 rzucie i prowadzeniu
woblera wachlarzem, a potem powoli pod prąd w ciekawym miejscu czuję
uderzenie. Odruchowe zacięcie i coś energicznie szamocze się na
kotwiczce. Chwila szamotania i podbieram pstrąga. Ten jednak
bledziutki. Szybkie mierzenie - 30 cm. Kilka fotek i do wody.
Zdjęcie: R.I.
Schodzimy jeszcze może z 500 m, na brzegach widać ślady ludzkie. W
oddali widzimy mostek, więc tu pewnie już Marcin obłowił
miejscówki. Chłopaki już wcześniej dali znać, że jadą na
odcinek przyujściowy. Wracamy do auta i jedziemy tam także. Na
miejscu jak byśmy znaleźli się w innym świecie. Zamiast wijącej
się wśród łąk i olchowych zagajników rzeczki, naszym oczom
ukazuje się szeroko rozlana, poprzegradzana zwalonymi drzewami,
płynąca w głębokim wąwozie rzeka.
Zdjęcie: R.I.
Jak się okazuje dość płytka
miejscami bo bez problemów przechodzimy na drugi, bardziej płaski
brzeg. Jako, że chłopaki poszli w górę, my idziemy w dół. W
jednym miejscu widzę przy brzegu coś jasnego, wężowego kształtu
poruszające się w wodzie. Pewnie minóg lub jego larwa. Nie
widziałem nigdy do tej pory. Rzeka rwie dość mocno, to raczej
miejscówka na cieplejszą porę roku ale mając jeszcze trochę
czasu łowimy. Jedyny kontakt z rybą tutaj to niewielki, może ze 20
cm pstrążek który próbował capnąć moją gumkę. Ataku nie
poprawił.
Zdjęcie: R.I.
Składamy sprzęt i wracamy. Pechowo zaczepiam szczytówką
o jakieś drzewko i po raz drugi łamię tę samą szczytówkę.
Teraz będzie o ok 15 cm krótsza... Dobrze, że oryginalny zapas
czeka w szafie.
Weekend czwarty.
Właściwie nie weekend ale
piątek. Postanawiam wykorzystać przysługujący za 06.01 dzień
wolny tym bardziej, że Wojtek z Marcinem mają zamiar jechać nad
rzeczkę gdzie otwierałem sezon. Pokusa złowienia tęczaka, a może
i w potoka zwycięża i ustalamy wyjazd. Jedzie z nami Seba. Rzeka
wita nas jeszcze wyższą wodą niż ostatnio. Idę na zakręt gdzie
był pierwszy tęczak. Kilka rzutów i nic. Zmiana przynęty, znów
kilka rzutów i cisza. Widzę na gałęzi pod drugim brzegiem wobler,
który zerwałem ostatnio. Dziś nie będę próbował go odzyskać,
poczeka do następnego razu. Po kolei obławiam miejsca gdzie był
ostatnio jakikolwiek kontakt z rybami ale bez sukcesu. Tracę za to
kolejne przynęty. W jednym miejscu wobler i wahadłówka. Później
okaże się, że przyszło mi zapłacić sporą cenę za to
wędkowanie. W rzece zostały w sumie 4 woblery, wahadłówka,
obrotówka i gumka. Dawno nie miałem takich strat. Trzeba jednak na
ten odcinek brać plecionkę.
Zdjęcie: R.I.
Seba ma jeden kontakt w miejscu gdzie
ostatnio miał tęczaka. Ryba dwa razy wychodziła do przynęty ale
nie zaatakowała. Idziemy dalej w dół omijając szybkie fragmenty i
szukając raczej spokojniejszej wody. Koło 14 Wojtek dzwoni, że
przenoszą się nad inną pobliską rzeczkę. Zabiorą nas w drodze
powrotnej. Nie mamy wyjścia, idziemy dalej w dół.
Zdjęcie: R.I.
Słońce mocno
świeci. Widać już na krzewach czarnego bzu pękające pąki i
pierwsze zielone liście.
Zdjęcie: R.I.
Działalność dzięcioła.
Zdjęcie: R.I.
Seba łowi malutkiego klenika na wobler i
jest to jedyna dziś ryba złowiona przez nasz duet. Robi się
bardziej płasko wokół rzeczki. Z tego powodu nadrzeczne łąki są
pełne wody.
Zdjęcie: R.I.
Zdjęcie: R.I.
Rzeka jest tak wysoka, że miejscami ostre zakręty są
dosłownie rozmyte. Woda przelewa się między drzewami i krzewami na
niskich cyplach brzegu. Teren wokół staje się bardziej podmokły,
wędrówka coraz cięższa. Ponieważ zaczyna robić się późno nie
chcemy ryzykować utknięcia gdzieś na mokradłach, kierujemy się
dalej od rzeki w kierunku lasu. Jest jakaś droga. Na smartfonie
znajdujemy nasze położenie i punkt docelowy. Może 15 min marszu i
jesteśmy koło mostku. Czekając na kolegów łowimy jeszcze chwilę
w okolicy mostku. Plecy już jednak dają o sobie znać. Blisko 9
godz łowienia daje o sobie znać. Decydujemy się wyjść kolegom
naprzeciw. Idziemy jakiś kilometr drogą przez las zanim nadjeżdża
samochód. Wracamy.
Komentarze
Prześlij komentarz