Zimna jesień
Nietypowo zaczynam pisać tego bloga, bo wędkarski sezon 2017 powoli dobiega końca. Jeśli tylko łagodna zima pozwoli to zjawię się nad wodą jeszcze kilka razy. Czy to będzie kanał, rzeka czy okoliczne jezioro? - Nie wiem, ale na spektakularne wyniki nie liczę. Oczywiście fajnie było by wyjąć jeszcze kilka fajnych rybek: szczupaków i okoni. Szczególnie te drugie zauroczyły mnie ostatnio.
Tak w skrócie o mnie. Wędkuję od blisko 35 lat. Pierwsze lata pod okiem ojca, a odkąd mogłem łowić samodzielnie, szwendałem się po wszelkiego rodzaju zbiornikach wodnych w okolicach rodzinnego Rzeszowa. Spektakularnych wyników do tej pory nie osiągałem, okazów na koncie nie miałem. Potem była przygoda z zagranicą i wędkowaniem na obczyźnie. Dwa lata temu wróciłem do Polski, w zupełnie obce dla mnie strony i na nowo uczę się łowić w kraju. Pasjonuje mnie przede wszystkim wędkarstwo spinningowe i w nieco mniejszym stopniu muchowe. Poluję przede wszystkim na pstrągi i okonie, staram się łowić klenie, a okazyjnie bolenie i szczupaki. Lubię także fotografię, więc starał się tu będę prezentować także ciekawe zdjęcia ryb, zbiorników wodnych i otoczenia. Wszystkie złowione ryby bez wyjątku wypuszczam.
Czas na skrót mojej ostatnie wyprawy. W sobotę, 18.11 nie spieszę się z wyjazdem. Na spokojnie załatwiam spacer z psem, śniadanie, zakupy i dopiero pakuję przygotowane dzień wcześniej graty. Poranek był z przymrozkiem. Szyby w autach zmrożone, na trawie szron. Chyba pierwszy poważniejszy tej jesieni. Zaplanowałem jechać nad kanał. Taktyka jest następująca: przez pierwsze 3 godz. w użyciu mocny kij na szczupaki z jerkami, dużymi woblerami i gumami. Obskoczę najciekawszy fragment przed śluzą. Jak przez ten czas nic się nie będzie działo, to po minięciu śluz montuję lekki kijek i na płytszym odcinku poszukam kleni, jazi i okoni. Może jeszcze będą się tam kręcić. Jeszcze miesiąc temu, łowiąc tam pierwszy raz widziałem grupkę ładnych kleni, na oko 40-45 cm, a także wystraszyłem spod brzegu sporego jazia. Okoni zawsze wszędzie pełno.
Nieco przed 10 zjawiam się nad wodą. Pusto. Ani jednego wędkarza, Jakże inny widok od tego, który przedstawił mi się tu miesiąc temu. Ale cóż, pogoda robi swoje.
Zdjęcie: R.I.
Zaczynam łowić jerkiem Taps Traper 12 cm, tonący. Nie szarpię ale prowadzę go łagodnymi pociągnięciami. Przynajmniej ręka boleć nie będzie jak ostatnio ;) Rzucam pod trzciny przy drugim brzegu. Wcześniej widziałem tam sporo ataków szczupaków. Dziś jednak mijają kolejne minuty, a tu ani brań ani widocznych ataków. Zupełny spokój. Ubrany jestem ciepło, rękawiczki na dłoniach, a mimo to marznę ręce. Wieje nieprzyjemnie ze wschodu. Słońce, które pokazywało się jeszcze rano, zupełnie się teraz schowało. Radość z przynęty nie trwa długo. Łodyga trzciny okazuje się mocniejsza od przyponu wolframowego, który pęka po siłowej próbie wyrwania przynęty z zaczepu. Cholera... Próbuję innym, potem duży mocno chodzący wobler. Kilka rzutów wachlarzem i zejście 10-15 m niżej. Znów wachlarz i to samo niżej. Co 3-4 miejscówki zmieniam przynęty. Jak nie wobler to może guma? Jedno kopyto, drugie - większe, imitujący leszczyka lub krąpia Fatty od Dragona - nadal pusto. Ryby zupełnie nie dają znaku aktywności. Wchodzę w niewielkie przecinki w trzcinach w nadziei, że może tu coś.
Zdjęcie: R.I.
Zdjęcie: R.I.
Trzeba patrzeć pod nogi, bo można trafić na niespodziankę.
Zdjęcie: R.I.
Przechodzę sporo niżej gdzie ostatnio miałem fajnego, 62 cm, szczupaczka. Też pusto, ale na pociechę dostrzegam pod drzewkiem ładne stadko :) Wezmę w drodze powrotnej ;)
Zdjęcie: R.I.
Rybek jednak nie widać, ani tu ani w kolejnych kilku miejscach. Trafiam za to na kolejne, świeże ślady działalności bobrów.
Zdjęcie: R.I.
Niedługo po tym kończy się pierwsza część zaplanowanego odcinka. Czas przestawić się na ultra light. Lubię takie łowienie, bardzo lubię. Wiem, że łowi się dużo drobnicy, ale z drugiej strony fajnie jak się coś dzieje. Przekonałem się też, że nie jest to metoda tylko i wyłącznie na małe ryby, bo w tym sezonie na mikro gumki złowiłem już ładnego karasia (ok 38 cm) i okonia (38 cm). Montuję więc zestaw. Kijek z cw do 7 g, plecionka 2 lb z przyponem z żyłki 0,14 mm. Na agrafkę na początek malutki ripperek. Cisza. Kolejne testy z obrotówkami - chyba mają kłopot z prawidłową pracą, paletka praktycznie się nie kręci. Coś te Spinnexy nie halo... Trzeba się im przyjrzeć dokładniej, może da się je jakoś poprawić. Za to maleńka Cobra od ABC kręci się nienagannie. Wiatr przeszkadza w rzucaniu lekkim wabikiem. Powracam do gumek. Kolejne miejsca gdzie widziałem klenie i jazia, kolejne gumki, przepuszczenia zestawu i nic, cisza. Przepraszam, jeden okonek zainteresował się ripperkiem na tyle, że przypłynął w pobliże brzegu. Chęci do ataku jednak nie przejawiał zupełnie. Gdyby wiatr się uspokoił, słońce trochę przygrzało... Ech, trzeba to miejsce odłożyć do wiosny.
Wracam. Do auta dobre 20 minut szybkiego marszu. Po drodze zbaczam po kanie. Pakuję je w podbierak. Chociaż do tego dzisiaj się przydał :)
Zdjęcie: R.I.
Jest już po 15 tej. Auto w zasięgu wzroku. Jakiś "łowca szczupaków" pływa pontonem wzdłuż trzcin i zarzuca żywcówkę. Minuta, dwie i przerzucenie kawałek dalej. Ciekawe czy u niego też pusto? Pakuję się do auta i wracam. Przyjemnie poczuć ciepło po tych kilku godzinach.
Komentarze
Prześlij komentarz